Akt III
(poprzednie są przewidywalne i dość nudne, pomijam je więc, aby ratować fabułę)
Na scenie: Maja i mama, tata siedzi na fotelu w głębi
Dochodzi dziesiąta wieczorem. Majka już na oczy nie widzi, ale ciągle upiera się przy swoim.
Mama ćwiczy swoje umiejętności empatyczne/negocjacyjne.
- Maju, chodź, idziemy spać.
- Nie chcę.
- Maju, jesteś zmęczona, chodź spać.
- Ale ja nie jadłam kolacji.
- No to zapraszam, ubierzemy się w pidżamkę i pójdziemy zjeść kanapkę.
- Ja nie mogę jeść kolacji w tej spankowej koszulce.
- Maju, proszę, ubierz pidżamkę i idziemy jeść.
- Nie, nie będę jadła w pidżamce. W niej się nie je. W niej się śpi.
- Maju, bardzo proszę, ubierz pidżamkę. Jest już bardzo późno i zaraz idziemy spać.
Maja rozpacza, mama ubiera ją w pidżamkę. Akcja przenosi się do stołu, przy którym Majka siada, aby zjeść kolację.
- Ale ja nie mogę w niej jeść, wiesz? Nie mogę.
- Maju…
- Chcę taką inną koszulkę, do jedzenia.
- Maju, proszę, nie wymyślaj już, tylko jedz kolację.
- Ja jej nie lubię, wiesz? Tej koszulki.
- Dlaczego?
- Bo ona się pobrudzi. I wtedy będę musiała się przebrać. Ja chcę taką inną.
- No dobrze.
Mama zdejmuje Majce koszulkę. Po chwili spokoju, Majka znowu zaczyna rozpaczać. Udaje, że nie widzi talerza z kanapkami stojącego na stole.
- Na spodnie też kapnie.
- Maju, to już przesada.
- Ale one będą brudne.
- A jak zdejmę ci spodnie, to zjesz kolację?
- Tak.
- No dobrze, chcę to zobaczyć. Zdejmij spodnie i siadaj przy stole.
Maja posłusznie wykonuje polecenie i ponownie zaczyna rozpaczać.
- Co teraz?
- Ja nie chcę kolacji.
- No to może pójdziemy spać?
- Nie.
W tym momencie nadchodzi odsiecz. Tata, który już od dłuższego czasu oglądał nasze gościnne występy w kuchni, zlitował się i zaproponował wspólne czytanie Koziołka Matołka.
* autor miał chyba na myśli starcie fizyczne, ale mi się to bardzo kojarzy z mocowaniem psychicznym, na siłę spokoju i opanowania (a może kto się pierwszy złamie i zaśnie? sama nie wiem). Nie pamiętacie może?