Ratunku, mam dziecko!

Jak przetrwać ślub z dwulatkiem

Posted by Joanna w dniu Wrzesień 24, 2008

 

W czerwcu przyjaciółka ze studiów zaprosiła nas do Poznania na swój ślub i wesele. Nie mieliśmy szans na babcio-niańkę, więc śmiało spakowaliśmy się w jedną walizkę, a Majkę w drugą (dam sobie rękę uciąć, że rodziców małych dzieci to nie dziwi). I pojechaliśmy.

Był piątek wieczór. Nim dotarliśmy na miejsce było już zdrowo po 22, ale Majka była tak zaaferowana przygodą, że ani myślała spać. Tak więc całą ferajną pojechaliśmy jeszcze na grilla do znajomych. Kto z miejsca stał się główną atrakcją imprezy? Oczywiście, że Maja. Tańczyła, biegała, ganiała za psem i uciekała przed nim – słowem dziecko-miłośnik spotkań towarzyskich.

Położyliśmy ją spać grubo po północy, choć gdyby nie nasza interwencja, bawiłaby się pewnie dalej.

Następnego dnia mieliśmy całą listę atrakcji: ślub prawosławny, potem rzymsko-katolicki, a w końcu wesele. Nie wspomniałam chyba jeszcze, że przyjaciółka wyszła za mąż za Greka, stąd to całe zamieszanie.

 

Maja, kiedy tylko ujrzała ciocię Anię w kościele prawosławnym, z miejsca nazwała ją „ciocią Anią królewną”. Pięknie i bardzo akuratnie: Ania wyglądała wprost bajkowo (piękna wysoka blondynka o cudnej figurze – marzenie każdego pana młodego i księcia z bajki).

 

Dodam może w tym miejscu, że Majka pojechała do tego kościoła w sukience nr 1, która przetrwała w miarę nienaruszonym stanie zadziwiająco długo, biorąc pod uwagę losy kolejnych (numerację wprowadzam celowo, aby ułatwić śledzenie losów garderoby panny Majki).Tak więc dopiero po prawie dwóch godzinach od jej założenia, kiedy między jednym kościołem a drugim poszliśmy z Majką coś przekąsić, sukienka ta została udekorowana świeżymi truskawkami, lodami i sosem czekoladowym. Tak, wiem, rozpieszczam dziecko, ale sami spróbujcie w trakcie takich przygód namówić dwulatka do zjedzenia normalnego obiadu. Poza tym, miałam w pamięci, że czeka nas jeszcze obiad weselny, więc może jeszcze uda się namówić ją na coś niesłodkiego.

 

Sukienka nr 2 (a właściwie śliczna biała tunika i białe spodnie, strój jakże adekwatny do okazji i pięknie prezentujący się w scenerii ślubnej kościoła nr 2) nie przetrwała ataku soku z butelki z dziubkiem. Wszystkim, którzy w tym miejscu pomyśleli, że bezpieczniej podać dziecku w takiej sytuacji wodę (może też być z butelki z dziubkiem, a jakże), proponuję dyżur z dwulatkiem, który wymyślił sobie właśnie, że napije się soku. Zgłoszenia proszę przesyłać e-mailem, zastrzegam sobie prawo odpowiedzi tylko na wybrane oferty.

 

Sukienka nr 3 przetrwała tylko przekąskę i popołudniową drzemkę, ale na szczęście wszystko odbyło się za zamkniętymi drzwiami mieszkania znajomych, u których się zatrzymaliśmy. Korzystając z chwili intymności, ja także postanowiłam rozstać się ze swoją „kościelną” kreacją (której walory niewątpliwie podkreślały nieliczne plamy od lodów i truskawek).

 

Kilka godzin później……

Łukasz (ciągle w tym samym garniturze), ja (w sukience nr 2) i Majka (w sukience nr 4), innymi słowy: świeży i pachnący, pojechaliśmy na wesele.

 

cdn

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: