Ratunku, mam dziecko!

Dzik jest dziki

Posted by Joanna w dniu Wrzesień 26, 2008

Po ostatnim urlopie*  Majka oświadczyła, że nie chce iść do przedszkolka. Chodziła ciągle po domu i powtarzała: – Uwielbiam chodzić na wagary.

Na pytanie, czy podobało jej się w Krakowie, odpowiadała z rozrzewnieniem: – Tak, chcę tam być.

Przytulała się też na zmianę do mnie i Łukasza, serwując nam: – Bardzo Cię lubię, wiesz? Bardzo.

 

Kiedy zaprowadziłam ją dziś rano do przedszkolka, nie chciała się ode mnie odkleić. Najpierw namawiała mnie, żebym została, a potem, żebyśmy poszły na wagary. Z krwawiącym sercem pojechałam do pracy. Od razu powiem, że nie był to łatwy dzień. Z natury jestem bardzo podatna na wszelkie silnie emocjonalne komunikaty, tak więc nie mogłam przestać myśleć o biednej  Majce, która w przedszkolu tęskni za rodzicami.  W połowie dnia spakowałam się i pojechałam ją odebrać. Nie ukrywam, że na mój widok Majka bardzo się ucieszyła (ja na jej też). Dobrze spełniony matczyny obowiązek, nieprawdaż?

 

Jak się można jednak domyślić, na pytanie: – Maju, jak było dzisiaj w przedszkolku?

Maja odpowiedziała: – Fajnie. Lubię tam być. Chcę tam być znowu.

I tyle, jeśli chodzi o rozczulanie rodziców wizją rozkochanego w nich bobasa. Straciliśmy monopol na dawanie radości. Przynajmniej dzisiaj do południa.

 

Nie było jednak tak źle. Jak się okazało przegrałam z bardzo poważnym przeciwnikiem, jakim jest: „ciocia Monika robiła dzika”. Dzieciaki uwielbiają tę zabawę, a polega ona (z tego co zrozumiałam) na tym, że wszyscy recytują wierszyk Brzechwy, a ciocia Monika z rogami (palcami wskazującymi przy skroniach) gania maluchy po całej bawialni.

Zabawa okazała się na tyle skuteczna, że Majka nauczyła się wierszyka na pamięć. Oto jej autorska wersja (wygłoszona przy moim niedużym wsparciu):

Mama:     – dzik jest dziki.

Maja:       – dzik jest zły!

                – dzik….

                              – …ma ostre kły!

               – kto spotyka w lesie dzika….

               – ten zmyka na drzewo!

 

Mam nadzieję, że mój zapis oddaje ładunek emocjonalny nadawany kolejnym frazom.

 

Aha, zabawa wejdzie odtąd do rodzicielskiego repertuaru. Może nie mamy już monopolu, ale co szkodzi od czasu do czasu wzmocnić pozycję.

 

 

 

* Urlop – dość eufemistyczne określenie czasu wolnego (**) spędzonego z rodziną. Najbardziej zadziwia nieadekwatność tego terminu w stosunku do czasu spędzonego w Polsce, kiedy ma się akurat szczęście rozkoszować najzimniejszym tygodniem/weekendem/dniem (niepotrzebne skreślić) tego lata. Np. pomiędzy 14 a 19 września tego roku. Albo kiedy indziej.

** Przepraszam z góry za błąd logiczny zawarty w definicji. Czas spędzony z rodziną, szczególnie jeśli w jej składzie mamy  małe dziecko, w żaden sposób nie można uznać za wolny. Dla wielu jest to najbardziej pracowity czas roku. Każda delegacja, konferencja, najtrudniejsze spotkanie czy wymagający szef to betka w porównaniu z wyzwaniem w postaci egocentrycznego z natury dwulatka.

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: